Ala wrocila do domu pod koniec lutego, ciagle jeszcze bardzo slaba, z noga uwieziona w gipsie. Do mojego przedzialu wsiadly jakies dwie panie z dziewczynka i starszy pan w okularach, spoza ktorych przygladal sie nam uwaznie. Ale jak moglam ufac Marcinowi, jezeli ciagle napotykalam jakies niedomowienia, niejasnosci? Otwieralam drzwi mieszkania z dziwnym uczuciem niepewnosci i zadowolenia jednoczesnie. Ala parsknela przytrzymujac reka policzek. Bolal ja ciagle, zwlaszcza kiedy sie smiala.
|
|
|
|
Domek letniskowy Ostrowo Łągwa Proponujemy pokoje 6 os. Cena 20 os.
Obiekt: centrum odnowy biologicznej, stołówka, łózko dwu osobowe, kuchnia, telewizor, obiadokolacje, od wody 150m.
Domek letniskowy Łągwa - 450712298 Ostrowo ul.Solna 60
Tematyka:
Polecamy również:
Apartament Kwastowa w Kruszynie Hotel Legoda w Lubichowie Hotel Cyprianów Akademik Wilka
|
|
<
|
Stalam wiec na peronie i czekalam na odjazd pociagu. Mama otworzyla okno. Wieczorem matka poszla do kina. Poszedlem do pokoju ojca i wyciagnalem magnetofon. Ministrowa albo zona premiera. Zabraklo mi odwagi. Poszedlem do niej nastepnego dnia. W sobote rano z obojetna mina zakomunikowalam Marcinowi: - Chcialabym, zebys przyszedl do mnie jutro o piatej! Ja tego Ola na oczy nie widzialem. Owszem, Mada opowiadala mi o nim i na odleglosc chlopak wydawal sie nawet sympatyczny.
kolorowe arwki protetyka finanse magazyny do wynajcia lsk fotografia lubnaAnna nie slyszala skrzypniecia drzwi. Mimo kilku godzin snu czula teraz wieksze znuzenie niz z rana po zle przespanej nocy. Obudzila sie o wczesnym zmierzchu. Z poczatku, zaskoczona pelnym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w glebi za oknem zarys plota i drzewo o czarnych, gnacych sie galeziach, nie mogla zorientowac sie, gdzie sie znajduje. Nie zdazyla sie jeszcze przyzwyczaic do tej duzej, obcej izby tak roznej od pokoju, ktory ostatnio zamieszkiwala. Gdy o podobnej godzinie budzila sie w Warszawie, widziala przez zmetniala szybe zalosnie obwisla rynne, dalej obdrapana sciane pelna jakichs niepotrzebnych gzymsow i ozdob, watlych balkonikow i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyzej czarny, wilgotny, gesto polatany dach, smetne dymniki uwiklane w pajeczynowe nitki drutow radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z caloscia, w bezruchu zastygly, jakby ze starej ilustracji wyciety plat nieba. Gdy nadchodzil przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacinal z ukosa, wowczas dymniki szamotaly sie apatycznie, potem z rosnacym mrokiem zapadal ospaly spokoj, tylko wiatr uwieziony pomiedzy murami belkotal ptrzytlumionym oddechem.
Tak w ciagu wielu miesiecy zzyla sie z tym obrazem, ze nim zdazyla teraz podniesc powieki, byla pewna, ze taki wlasnie widok narzuci sie jej oczom. Pomyslala, ze bedzie musiala zaraz ubrac sie i wyjsc na ulice. Zaczela sie nawet zastanawiac, czy nie powinna zmienic dzielnicy. Moze jeszcze raz sprobowac srodmiescia? Moze... Westchnela ciezko. Gdybyz mozna bylo schronic sie przed tym wszystkim w sen dlugi i twardy!
Ale kiedy po chwili zdala sobie sprawe, ze nie jest juz w Warszawie - nie odczula ulgi.
|